FRYZURA jaka chcesz, kiedy chcesz
PODSUMOWANIE TESTOWANIA!
Akcja testowania suchych szamponów i ekskluzywnej linii
produktów do stylizacji BATISTE STYLIST dobiegła końca!


Aż 97% testerek poleciłoby testowane produkty koleżance
— więcej informacji na temat produktów
w artykule wynikowym i infografice.
ZOBACZ PODSUMOWANIE

Krótka historia szamponu do włosów

Wszyscy myjemy włosy kilka razy w tygodniu, a niektórzy z nas - codziennie. Nie traktujemy tego zabiegu ze specjalnym namaszczeniem. Często nie wiemy, jaki szampon wybrać. Do włosów łamliwych czy puszących się, a może do przetłuszczającej się skóry głowy i suchych końcówek? Mało kto zastanawia się, czym myły włosy nasze babcie i prababcie. Albo jak to robiły kobiety jeszcze dawniej Albo jak to robiły kobiety jeszcze dawniej? Okazuje się, że historia szamponu wcale nie jest taka długa, za to całkiem ciekawa.

Trudne i brudne początki
W Europie do początku XX wieku pielęgnacja włosów i skóry głowy nikogo specjalnie nie interesowała, co dziś może się wydawać szokujące. Opowieści o młoteczkach do zabijania "lokatorów" w perukach dam dworu i dworzan u Ludwika XIV w Wersalu wydają się więc jeszcze bardziej namacalne (co tam musiało się dziać pod tymi przypudrowanymi perukami!).

Na przełomie XIX i XX wieku włosy myto jak całe ciało: szarym mydłem, które pozostawiało nieestetyczny osad. Antidotum na matowe, sztywne włosy, były płukanki z octu, który neutralizował działanie mydła. Do dziś babcie wspominają, że kiedy płukały swoje długie włosy w occie - te, błyszczały z całych sił.

Znacznie lepiej wyglądała historia szamponu w Azji, skąd ten środek do mycia włosów wziął nawet swą nazwę. Hindusi mówili "szampu" na masowanie głowy. Tradycyjny hinduski szampon pochodzi ze sproszkowanej shikakai - rośliny, do której dodawano reetha, czyli proszek z orzechów. Taki miks pomagał Hinduskom dbać o ich grube, lśniące włosy i utrzymywać je w czystości (i tak jest do tej pory, a shikakai jest naturalną alternatywą dla szamponów z drogerii czy salonu fryzjerskiego). W innych krajach, aby oczyścić skórę głowy, stosowano naturalne glinki i błota. A w Indonezji - popiół ze spalonych łusek i słomy ryżowej.

I właśnie Azjata, Sake Dean Mahomed - lekarz z Bengalu, w 1814 r. otworzył w Brighton pierwszy salon, w którym oferowano aromatyczny masaż w stylu łaźni tureckiej na terenie Europy (miał żonę Irlandkę, stąd pomysł, żeby przenieść się na wyspy). Uznawano wówczas, że masaż ma właściwości lecznicze i pomaga na dolegliwości reumatyczne czy bóle stawów. O higienie skóry głowy i włosów widocznie nie warto było wówczas wspominać!

Proszek na całe zło
To właśnie z Wielkiej Brytanii przybyła kobieta, dzięki której karierę zaczął chemik Hans Schwarzkopf, uznawany za twórcę pierwszego szamponu. Weszła do apteki w Berlinie - w której pan Hans prowadził dział perfumeryjny - z proszkiem do mycia głowy, który przywiozła z Anglii. Poprosiła chemika, aby sporządził dla niej podobny środek. Hans Schwarzkopf zaczął go dla niej produkować i wpadł na pomysł, że taki produkt mógłby się przydać i spodobać też innym klientkom.

W 1903 roku po licznych eksperymentach z jajkami, spirytusem mydlanym, boraksem, amoniakiem oraz dziesiątkami pachnideł, które miały zmienić okropny zapach tych składników, wprowadził do sprzedaży pierwszy na świecie szampon w proszku. Rozpuszczało się go w wodzie, a kupowało w saszetkach. "Shampoon" kosztował 20 fenigów, jego znakiem rozpoznawczym była czarna główka (do dziś logo marki) a kobiety za nim szalały. Był znacznie przyjemniejszy w działaniu niż mydło.

Szampony w saszetkach sprzedawano także w Rosji czy Holandii. Po pierwszej recepturze, przyszła pora na kolejne, jak szampony jajeczne, dziegciowe, rumiankowe, z lanoliną czy ziołowe. Równolegle do powstawania kolejnych szamponów w Europie, podobny proszek do mycia głowy i włosów (Canthrox) pojawił się tez w USA.

Pierwszy szampon w płynie
Płynnego szamponu niestety wynalazca proszku za 20 fenigów nie stworzył, bo kilka lat wcześniej zmarł. Ale to właśnie firma Schwarzkopf w 1927 roku go opracowała i na tym wynalazku nie poprzestała. Już rok później można było kupić odżywkę nabłyszczającą do włosów tej marki.

W Stanach Zjednoczonych również okazało się, że zapotrzebowanie na produkty do mycia i pielęgnacji skóry głowy i włosów jak najbardziej rośnie. W 1944 r karierę robił Lustre-Creme, czyli szampon z lanoliną, w tubkach, którego twarzami były największe gwiazdy kina, jak Marilyn Monroe, Elizabeth Taylor, Bette Davis, Jane Russell czy Grace Kelly.

W Europie na szampon w tubie Schauma (schaum oznacza po niemiecku pianę) oczywiście marki Schwarzkopf, trzeba był poczekać o pięć lat dłużej. Od tego czasu powstało mnóstwo kolejnych szamponów do wszelkiego typu skóry głowy i włosów, które większość z nas zna i pamięta.

Słynne hasło "No more tears", reklamujące szampon dla dzieci Johnson’s Baby, który nie szczypie w oczy, przeszło do historii reklamy i kosmetyków na zawsze, a powstał on w 1953 r i do dziś cieszy się dobrą renomą. Następnie przyszła pora na szampony przeciwłupieżowe Head & Shoulders (jedne z najlepiej sprzedających się produktów do mycia głowy na świecie), również reklamowanego przez największe gwiazdy zagraniczne, a następnie rodzime. Czy dwa w jednym (szampon i odżywka) Wash & Go Vidal Sassoon, słynnego brytyjskiego fryzjera. Idąc jego śladami, szampony i odżywki zaczęli tworzyć najlepsi fryzjerzy i styliści fryzur, dając swoim klientom możliwość przebierania w składnikach i działaniach obu produktów. A dziś szampon można kupić i za 7 zł ziołowy w kiosku i za 200 zł z kawiorem i białymi truflami w luksusowym salonie fryzjerskim. I właściwie nie ma miesiąca, żeby twórcy kosmetyków nie wymyślali kolejnych ulepszonych wersji preparatów do mycia głowy i włosów.

Od proszku do proszku?
Natomiast równolegle do powstania pierwszych szamponów w tubce, również w latach 40. XX w., pojawił się pierwszy amerykański suchy szampon, Minipoo, którego twarzą była jedna z najsłynniejszych brytyjskich modelek wszech czasów - Twiggy. Producent Minipoo reklamował ten produkt jako alternatywę do oczyszczania włosów, kiedy nie ma się warunków, aby je umyć zwykłym szamponem. Oprócz takich sytuacji jak wyjazdy w plenerze czy pobyt w szpitalu, do używania Minipoo zachęcano także mamy dzieci, które nie znosiły szczypiących w oczy płynnych szamponów (to było w czasach przed "no more tears"). Minipoo składał się głównie z talku, który pochłania sebum ze skóry głowy, natomiast był nieprawdopodobnie trudny do wyczesania i, niestety dla brunetek, widoczny na ich ciemnych włosach. I pomimo, że reklamował się jako przedłużający koloryzację czy ondulację, oszczędzający czas i wodę, nie wszystkim pasował. Po talku w składzie suchego szamponu, przyszedł czas na puder owsiany lub ryżowy, które poprawiały puszystość i odświeżały fryzurę.

Dziś suche szampony, jak Batiste, można znaleźć niemal w każdej kobiecej torebce i na półce w łazience, bo są nieporównywalnie prostsze w obsłudze, a genialne w działaniu. A przy tym bezpieczne, dzięki zawartości skrobi ryżowej. Historia szamponu pokazuje, że jego pierwotne założenie niewiele różni się od tego współczesnego. Są oczywiście lepsze technologie, ale zasada ta sama: szampon ma odświeżać skórę głowy i włosy oraz poprawiać wygląd fryzury. Ten suchy zapewnia oszczędność czasu i jest wygodny, bo można go użyć niemal w każdej sytuacji bez użycia wody. Zabawne, że jego konsystencja nawiązuje do tych pierwszych, pierwotnych szamponów rodem z Azji czy pierwszych saszetek z logiem z czarną główką. Jak widać - znów historia zatoczyła koło.

Partnerem artykułu jest marka Batiste